New Europe with Stronger Ties

Project's diary


Stambuł - pierwsze spotkanie robocze



Pierwsza, a zarazem ta najtrudniejsza, robocza wizyta projektu NEST już za nami. Oznacza to, że nadszedł czas na zakasanie rękawów i wytężoną pracę, ponieważ przed nami dwa lata pełne wyzwań i niespodzianek. Zanim jednak pochłonie nas wir pracy, relacja "na gorąco" ze pierwszego spotkania.
W wizycie, która odbyła się w Stambule (Turcja), w dniach 23-29 września 2013 wzięło udział 7 państw zaangażowanych w projekt. Każdą ze szkół reprezentowała dwuosobowa delegacja: Grecja, Hiszpania, Łotwa, Polska, Rumunia, Włochy oraz gospodarz spotkania (Turcja).
23 września, ok 22.00 dotarliśmy do miejsca docelowego i natychmiast ruszyliśmy na spotkanie zapoznawcze, by razem usiąść przy wspólnym stole i bliżej się poznać. Następnego dnia odwiedziliśmy szkołę, gdzie przywitano nas tureckimi piosenkami i wierszami. Tego dnia odbyła się również pierwsza oficjalna konferencja inaugurująca projekt. Celem narady było omówienie kolejności działań projektu, wyznaczenie zadań oraz organizacja planu pracy na najbliższy rok szkolny. Ogrom pracy jaki nas czekał mógłby przytłoczyć niejednego osiłka, ale my, wspomagani tureckimi przysmakami takimi jak baklava czy Turkish delights nie poddaliśmy się tak łatwo. Nasze spotkanie uświetniła obecność dyrektora tamtejszej szkoły oraz kuratora oświaty.
W środę nasza pracowita załoga po raz kolejny odwiedziła szkolne mury. Tym razem każda szkoła przedstawiła profil swojego kraju, regionu i szkoły pokazując ciekawe filmiki, zdjęcia czy prezentacje multimedialne. Mieliśmy również okazję rozejrzeć się po szkole goszczącej, zapoznać się z nauczycielami i uczniami, zamienić z nimi kilka słów. Zobaczyliśmy jak wyglądają klasy, jak prowadzone są zajęcia i jak pracują dzieci. Przygotowano dla nas kilka artystycznych niespodzianek: mogliśmy poeksperymentować z malarstwem (pokaz techniki zwanej EBRU) oraz modą (tradycyjne stroje tureckie).
26 września zaproszono nas na wspólną wycieczkę. Wraz z nauczycielami, uczniami oraz rodzicami udaliśmy się do europejskiej części miasta, by zwiedzić Panoramę Tarihi Muzesi, Bazylikę Cysternową oraz Miniaturk - park, w którym znajdują się najsłynniejsze tureckie budowle. Była to niezwykła lekcja nie tylko dla dzieci, ale również dla nas - obcokrajowców. W kolejnych dniach udało nam się zobaczyć inne słynne miejsca Stambułu (Hagia Sophia, Błękitny Meczet, Topkapi Palace), a nasze wycieczki przeplatały się z prezentacjami i nieustającymi, burzliwymi debatami na temat nadchodzących wyzwań.



Rajski Ogród - krótka historia powstania


W grudniowy poranek spotkaliśmy się w jednej ze szkolnych sal, aby wspólnie stworzyć nasz "Rajski Ogród". Każdy z nas przyniósł materiały niezbędne do wykonania projektu. W pierwszym etapie naszej pracy zajęliśmy się stworzeniem dużego drzewa dobra i zła. Drzewo zostało wykonane z olchowego pnia i wierzbowych gałęzi. Cała nasza grupa bardzo się zaangażowała. Powstało wiele interesujących pomysłów na różne kompozycje. Część osób wykonywała piękne ozdoby, inni tworzyli piękne kompozycje. Gdy nam brakowało materiałów ruszyliśmy "w teren". Od razu znalazło się wiele przeróżnych gałęzi czy kwiatów. Najwięcej problemów przysporzyło nam "udoskonalenie" drzewa. Wymagało to dużej cierpliwości z naszej strony. Na szczęście uporaliśmy się z tym wyzwaniem i powstało wymarzone drzewo. Do drzewa dołączyliśmy pozostałe ozdoby i tak powstała wielka kompozycja, która jest naszym "Rajskim Ogrodem".
Monika Zaręba, Magdalena Kulig, Krzysztof Potrenć

Pewnego piątku przybyliśmy do szkoły dzierżąc przeróżne gałęzie, rośliny, ozdoby i inne rzeczy. Tworzenie ogrodu pochłonęło sporo czasu, ale wszyscy się świetnie bawiliśmy przy układaniu kompozycji z roślin. Naszą pracę nadzorowała pani Ewelina. Pomagała nam i podpowiadała jak najlepiej stworzyć ogród. Po kilku godzinach wiele ciekawych donic z krzewami i kompozycjami. W końcu zabraliśmy się za główny punkt spotkania - drzewo dobra i zła. Drzewo miało powstał z wyciętego konara i gałęzi. Przed naszym spotkaniem Patryk "zdobył" dla nas odpowiedni kawałek drzewa i wyciął w nim dziurę. Dzięki temu drzewo mogło się wzbogacić o nowe gałęzie. Nie było to proste zadanie, ponieważ drzewo nie zawsze chciało utrzymywać pion z uwagi na ciężar nowych gałęzi. Wtedy pojawił się pomysł usztywnienia konstrukcji gazetami i ... udało się! Nasze drzewo wyglądało ciekawie, ale prawdziwy urok zyskało, kiedy przyozdobiliśmy je sprayem oraz śnieżynkami z papieru. Następnie na naszym drzewie pojawiły się owoce. Niestety historia znowu się powtórzyła... Ktoś dał się skusić, Ktoś zerwał owoc i ... co będzie dalej czas pokaże...
Nasza ciężka praca została udokumentowana zdjęciami, które można obejrzeć na tej stronie internetowej.
Klaudia Omiotek and Co.


Z ziemi polskiej do włoskiej... czyli z wizytą San Giorgio di Mantova


W środowe popołudnie 26. marca wyruszyliśmy na długo oczekiwaną wyprawę do Włoch. Każdy z nas nieco z przerażeniem myślał o spędzeniu kilkunastu godzin w busie. Jednak zarówno Polska jak i Czechy minęły nam prawie niezauważenie, a ranek kolejnego dnia witaliśmy już w Austrii podziwiając alpejskie (zaśnieżone) krajobrazy. Dokładnie w samo południe w czwartek zameldowaliśmy się w Mantui, czyli celu naszej podróży. Resztę dnia spędziliśmy już z naszymi "nowymi rodzinami". Dzień kolejny (piątek) był już dniem bardzo pracowitym i oczywiście pełnym wrażeń. Po raz pierwszy przecież spotkaliśmy się tak dużą grupą (polsko-włosko-hiszpańsko-łotewsko-grecko-rumuńsko-turecką). Kilka przedpołud- niowych godzin upłynęło na prezentacjach naszych dotychczasowych dokonań (The Garden of Eden, The Book of Genesis) oraz zapoznaniu z włoską szkołą w San Giorgio di Mantova (gdzie niemal w każdej klasie królują tablety i nowoczesne technologie). Natomiast popołudnie spędziliśmy już w Mantui podziwiając to zabytkowe renesansowe miasto – oczywiście, jak przystało na gości honorowych, zaczynając od pałacu książęcego (Palazzo Ducale).
Na szczęście nie opuszczała nas niezwykła o tej porze na północy Włoch piękna słoneczna pogoda, więc bez obaw sobotę poświęciliśmy na wizytę w miejscowości Sabbioneta. Jest to miasto wpisane na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Jednak uroki włoskiej architektury przyćmiły uroki włoskiej motoryzacji. Okazało się bowiem, że właśnie w Sabbionecie odbywa się tego dnia zlot posiadaczy samochodów marki Ferrari... Obowiązkowo w czerwonym kolorze, ferrari sprawiły, że każdy niemal zapomniał o reszcie świata. Nawiasem mówiąc próbowaliśmy obliczyć ile "pieniędzy" może znajdować się w danym momencie na parkingu mnożąc liczbę pojazdów przez orientacyjną cenę. Kiedy liczby zaczęły zbliżać (a może nawet przekraczać) budżet naszego kraju, daliśmy sobie spokój. Z trudem oderwani od ryku silników ruszyliśmy na podbój Sirmione. To malownicze miasteczko usytuowane jest nad brzegiem największego włoskiego jeziora Garda. Cóż można by powiedzieć o Sirmione - urokliwe wąskie uliczki (w końcu to Włochy), rewelacyjna pizza, ogromne porcje lodów (za grosze…), piękne czyste jezioro i górujący nad miasteczkiem obronny zamek. Po prostu warto było tu przyjechać!
W niedzielę każdy z naszym włoskich gospodarzy przygotował nam niespodziankę w postaci rodzinnych wypraw w nieznane. Choć tak naprawdę to nieznane, to głównie Werona. Kolejne włoskie miasto, które trzeba po prostu zobaczyć, bo nie sposób jest opisać jego całego uroku i wszystkich atrakcji. Oczywiście główną atrakcją jego dom Julii Capuletti z balkonem na którym ponoć stała oczekując na swego ukochanego Romea. Nie jest jednak teraz to takie łatwe, bo współczesnych Capulettich i Montecchich przewijają się tam setki w ciągu minuty… Gdyby William Szekspir napisał "Romea i Julię" w dzisiejszych czasach, byłby chyba najbogatszym człowiekiem świata utrzymując się tylko z praw autorskich do tych postaci...
Poniedziałek to powrót do Mantui. Wydaje się, że to niewielkie miasto można zwiedzić i poznać w parę godzin. Nic bardziej mylnego. Zabytków i innych atrakcji starczyłoby jeszcze na kilka dni (polecamy Piazza Sordello oraz Palazzo Te i jego park...).
I nadeszła bardzo bolesna chwila rozstania. Okazało się, że kilka dni wystarczyło na zżycie się z naszymi kolegami z całej Europy, a w szczególności z nowymi rodzinami. Ocierając łzy wyruszyliśmy do … nie jeszcze nie do domu! Na razie do Mogliano Veneto, które było naszą bazą wypadowś do Wenecji! Podróż pociągiem z Mogliano Veneto do Wenecji to około pół godziny, więc mieliśmy naprawdę mnóstwo czasu na dokładne nacieszenie się urokami Wenecji. Spacer niekiedy bardzo wąskimi uliczkami, ale bardzo sympatycznymi, był dopiero wstępem do głównego punktu programu - czyli Piazza San Marco - czyli „serce” miasta: Plac Świętego Marka. Po turystyczno-zakupowo-pamiątkowych szaleństwach przyszedł niestety czas na pożegnanie się z Wenecją. Droga powrotna (środa/czwartek) upłynęła nawet bardzo szybko. Jako, że udało się zmienić naszego busa w naprawdę wesoły autobus…

W spotkaniu we Włoszech udział wzięli:
Patrycja Sawicka, Klaudia Omiotek, Wiktoria Dziadosz, Katarzyna Wiater, Karol Wolanin, Mikołaj Krawczyk
Paweł Ciemięga, Ewelina Ciemięga
oraz Artur Kowalski i Mirosław Bocian (którzy nas "dostarczyli" w obie strony)


Łotwa - kolejne spotkanie robocze


Wielka podróż do stolicy Łotwy, Rygi, rozpoczęła się wczesnym rankiem czwartego maja. Minęła nam ona bardzo szybko i wesoło. Po kilkunastu godzinach dotarliśmy do celu. Na miejscu oczekiwały na nas nasze "nowe rodziny", z którymi udaliśmy się do naszych "nowych domów". Kolejny dzień był dla uczniów dniem wolnym, więc spędziliśmy go z nowymi rodzinami na poznawaniu Rigas 88. Vidusskola, czyli szkoły oraz samego miasta. Nie da się opisać wszystkich atrakcji, ale na pewno trzeba wspomnieć o tym jak nagłe ochłodzenie klimatu w Rydze zainspirowało żeńską częœć naszej grupy do zakupu jednakowych gustownych biało-niebieskich pasiastych sweterków.
Następnego dnia w szkole odbyło się główne spotkanie podczas którego wszyscy uczestnicy (z Polski, Grecji, Włoch, Turcji, Rumunii, Hiszpanii i Łotwy) prezentowali swoje filmy na temat stworzenia œwiata. Nasz film autorstwa: Katarzyny Sławek, Moniki Zaręby, Olgi Pawłat, Mai Kiljanek oraz Magdaleny Kulig zebrał bardzo dobre recenzje. W godzinach popołudniowych ruszyliśmy wspólnie na podbój ryskiego starego miasta. Ryga to przepiękne, pełne zabytków miasto. To ponad półmilionowe miasto jest obecnie Europejską Stolicą Kultury (wraz ze szwedzkim miastem Umea).
W środę od samego rana czekały na nas zajęcia w szkole. Naszym zadaniem było wykonanie z gliny serc oraz ich ozdobienie. Nauczyciele natomiast zajęli się tworzeniem arcydzieł malarskich za pomocą akwareli. Nagrodą po ciężkiej pracy był wyjazd do Jurmali. To niewielkie nadbałtyckie miasteczko od XIX wieku słynie jako uzdrowisko, a po II wojnie światowej było najpopularniejszym miejscem wypoczynku najwyższych władz Związku Radzieckiego. Jako, że jest to miasto nadmorskie, pierwsze kroki po opuszczeniu autobusu skierowaliśmy na plażę. gdzie każdy próbował pobić rekord Guinessa w ilości zrobionych zdjęć… Oczywiście nie zabrakło czasu wolnego na zakup pamiątek oraz odrobiny szaleństw na ogromnym placu zabaw i wspinaczki po niezliczonych schodach na wieżę widokową.
Głównym punktem programu w czwartek był wielki koncert w szkole. Był to pokaz talentów zarówno uczniów łotewskiej szkoły jak i członków projektu. Największą sensacją był występ słynnego łotewskiego tancerza, performera, iluzjonisty... (długo można by wymieniać jego umiejętności) Wadima Czerepazowa. Dzień zakończyła dyskoteka, na której wszyscy świetnie się bawili. Oczywiście chyba nie trzeba nadmieniać, że tak świetna zabawa była możliwa dzięki polskiej grupie….
Następnego dnia udaliśmy się w podróż do Siguldy i Turaidy - niewielkich miejscowości znanych z malowniczych zamków (zarówno Sigulda jak i Turaida), pięknych krajobrazów oraz jednego z nielicznych torów bobslejowych w Europie (Sigulda). Właœnie w Turaidzie po spacerze po parku krajobrazowym, znów mieliśmy okazję do pokonania niezliczonych schodów w nieco niskich i wąskich korytarzach w zamkowej wieży (część grupy mierząca powyżej 1.80m miała niekiedy pewne kłopoty…). Wysiłek się jednak opłacał - ze szczytu wieży można było podziwiać przepiękny zielony krajobraz. Przedpołudnie zdecydowanie minęło pod znakiem wspinaczki, ponieważ kilkanaście minut po opuszczeniu zamku, znowu było ostro "pod górkę". Nic więc dziwnego, że po takich atrakcjach obiad serwowany w szkole znikał z talerzy ze sporą prędkością… Po obiedzie nastała pora przygotowania się do odwiedzenie gmachu opery w Rydze. Było to dla nas ciekawe i nowe doznanie, albowiem żadne z nas nigdy wcześniej nie było w operze. Na początku byliśmy sceptycznie nastawieni do wyjścia, ale po zakończeniu spektaklu byliśmy naprawdę zadowoleni. Było to dla nas niesamowite przeżycie, gdyż mogliœśmy podziwiać łotewskich tancerzy baletowych. Po przedstawieniu nadszedł jednak czas na łzy, ponieważ trzeba było już żegnać naszych nowych przyjaciół.
W sobotę z samego rana wyruszyliœśmy w drogę powrotną do Polski. Po drodze jednak zahaczyliśmy jeszcze o Wilno. gdzie nawet efektowna burza nie powstrzymała nas od zwiedzania Starego Miasta. Kolejnym litewskim przystankiem były Troki i kilka chwil w sławnym zamku na jeziorze Galve. Sesja zdjęciowa, zakup pamiątek i można było ruszać w dalszą drogę do domu. Około godziny pierwszej w nocy dotarliœśmy do celu.
Nigdy nie zapomnimy o naszych nowych przyjaciołach i chwilach spędzonych z nimi. Byliśmy zaskoczeni, że wszyscy przyjęli nas tak wspaniale i że tak dobrze mogliśmy się z nimi porozumieć. To była najlepsza wycieczka w naszym życiu.

W spotkaniu na Łotwie udział wzięli:
Magdalena Kulig, Olga Pawłat, Maja Kiljanek, Monika Zaręba, Patryk Wikira oraz Paweł Pruś, Paweł Ciemięga, Ewelina Ciemięga


Z wizytą w Hiszpanii


Nasza podróż zaczęła się w czwartek tuż po północy. Najpierw wyprawa na lotnisko w Warszawie. Następnie lot do Paryża, gdzie spędziliśmy kilka godzin w oczekiwaniu na kolejny samolot - tym razem do Walencji. W Valencii wylądowaliśmy wieczorem. Na lotnisko przyjechały po nas rodziny u których miałyśmy mieszkać. Bardzo miło nas powitali. Walencja leży bardzo blisko miasteczka Torrent, w którym mieszkałyœmy. Gdy już dotarłyœmy do naszych "nowych domów" rozpakowałyœmy się i wyszłyœmy zwiedzić miasto. Było tam bardzo pięknie, wszędzie rosły palmy i kaktusy. Najbardziej zdziwił nas fakt że były tam też drzewa na których rosły mandarynki. Jak okazało się była to tylko ozdoba, nie przeznaczona do jedzenia.
Kolejny dzień rozpoczął się bardzo oficjalnie - od powitania w ratuszu wszystkich delegacji przez władze miasta Torrent. Następnie w szkole czekały na nas zajęcia artystyczno-plastycznie. Każdy z nas miał wykonać i ozdobić hiszpański wachlarz. Jak się okazało, nie było to łatwe zadanie… Po tej pouczających lekcjach, nadszedł czas prezentacji dokonań projektowych każdego z krajów. Wszystkie wystšpienia były naprawdę ciekawe. Oczywiœcie nie zabrakło takich przy których można by się pośmiać. Po prezentacjach i pysznej paelli w szkolnej stołówce wyruszyliśmy na poznawanie miasta Torrent. Zaczęliœmy od skansenu "El Museu Comarcal de l’Horta Sud Josep Ferris March", który stanowił kompletnie wyposażony typowy walencki dom z XIX wieku. Potem zdobywaliśmy górującą nad rynkiem wieżę… Po pełnym wrażeń dniu wróciliśmy do domów.
Kolejny dzień był jeszcze bardziej wypełniony różnymi atrakcjami. W sobotę rano spotkaliśmy się wszyscy w szkole. W planie mieliśmy wyjazd autobusem do Walencji. Tam dzięki przewodnikami mogliśmy poznać historię przepięknej architektury i historii miasta. Wśród miejsc, które wspólnie odwiedziliśmy znalazły się: trzynastowieczna gotycka katedra (według legendy w niej właœnie ukryty jest święty Graal), Basilica de la Virgen, Las Torres de Serranos czy też Mercat Central (Mercado Central - podobno najstarszy istniejący bazar w Europie) Kiedy byliśmy zmęczeni zwiedzaniem, udaliśmy się do restauracji na obiad. Pod czas obiadu wspólnie zastanawialiśmy się nad różnicami między krajami z których pochodzimy. Po obiedzie zwiedziliśmy Muzeum Ceramiki (Museo Nacional de Ceramica Gonzalez Marti) mieszczące się w osiemnastowiecznym pałacu. PóŸniej mieliśmy trochę czasu wolnego. Po całym dniu zwiedzania wróciliśmy do Torrent.
Niedziela była dniem, który miałyśmy spędzić z rodzinami. Nasze rodziny przyjaźniły się, więc ten dzień spędziłyśmy razem. Byłyśmy w oceanarium. Podziwiałyśmy przeróżne morskie zwierzęta. Najbardziej podobał nam się pokaz w którym udział brały specjalnie wyszkolone delfiny. Wspólnie spacerowaliśmy po parku powstałym po "przesunięciu" rzeki Turii z centrum miasta (Jardines del Turia), który prowadzi do sławnego Miasteczka Sztuki i Nauki (Ciudad de las Artes y las Ciencias). Znaleźliśmy także czas na wypad na plażę Malvarrosa.
W przedostatni dzień wybraliśmy się do parku narodowego Albufera. Region ten uważany jest za ojczyznę hiszpańskiego przysmaku - paelli. Podczas pobytu w Albuferze mogliśmy zobaczyć połów ryb w tradycyjny dla mieszkańców sposób. Po powrocie mieliśmy czas wolny na spakowanie się i przygotowanie do przyjęcia pożegnalnego. Cała uroczystość rozpoczęła się o 19. Na początku wysłuchaliśmy uczniów z Hiszpanii, którzy przygotowali utwory między innymi na oboju i trąbce. Byliśmy pod wrażeniem ich talentu, bo utwory które wykonali nie należały do łatwych. Następnie dostaliśmy podziękowania w formie dyplomów za udział w spotkaniu. Po części oficjalnej udaliśmy się na poczęstunek przygotowany przez rodziców. Mogliœmy spróbować tradycyjnych potraw, Niestety, nadszedł czas rozstania i musieliśmy pożegnać się z innymi uczestnikami projektu.
We wtorek z samego rana wyruszyliśmy na lotnisko. Pożegnałyśmy się z naszymi nowymi przyjaciółmi i "polecieliśmy" w drogę powrotną do domu. Myślę, że dzięki temu wyjazdowi wiele się nauczyłyśmy. Mogłyśmy zobaczyć jak ludzie zachowują się tutaj, poznać ich kulturę. Nawišzałyśmy nowe przyjaŸnie oraz przywiozłyśmy ze sobš wiele pozytywnych wspomnień, które na długo pozostaną w naszej pamięci.
K.O. / A.M.